Bł. Celina Borzęcka

29 X 1833 r. – narodziny Celiny Chludzińskiej w Antowilu w ziemi mohylewskiej.
1853 r. – zawarcie związku małżeńskiego z Józefem Borzęckim.
1869 r. – atak paraliżu u męża Celiny Józefa i wyjazd rodziny do Wiednia.
1874 r. – śmierć Józefa Borzęckiego; powrót Celiny z córkami na Litwę.
1875 r. – wyjazd do Rzymu; nawiązanie kontaktu z ks. Piotrem Semenenką.
25 III 1881 r. – fiat Jadwigi na wspólne z matką zakładanie nowego zgromadzenia zakonnego.
1882 r. – ostateczny przyjazd do Rzymu Celiny i Jadwigi i rozpoczęcie życia zakonnego.
6 I 1891 r. – śluby wieczyste Celiny i Jadwigi – oficjalne zaistnienie zgromadzenia zmartwychwstanek.
1891 r. – powstanie pierwszego domu w Polsce – w Kętach.
10 V 1905 r.Decretum laudis Stolicy Apostolskiej dla zgromadzenia.
26 X 1913 r. – śmierć m. Celiny w Krakowie.
1944 r. – rozpoczęcie procesu informacyjnego w Rzymie.
11 II 1982 r. – ogłoszenie dekretu o heroiczności cnót m. Celiny.
1999 r. – cudowne uzdrowienie Andrzeja Mecherzyńskiego-Wiktora.
16 XII 2006 r. – podpisanie przez Benedykta XVI dekretu zatwierdzającego cud uzdrowienia za przyczyną Celiny Borzęckiej.
2001 r. – przeniesienie zwłok do kościoła parafialnego w Kętach.
27 X 2007 r. – beatyfikacja Celiny Borzęckiej.

Dwór w Laskowiczach, gdzie Celina spędziła swą młodość

 Celina Chludzińska urodziła się 29 X 1833 r. w Antowilu koło Orszy w ziemi mohylewskiej (dzisiejsza Białoruś) w ziemiańskiej rodzinie Ignacego Dołęgi Chludzińskiego i Rozalii Klementyny z Kossowów. W rodzinie kultywowano tradycje patriotyczne, mimo że kraj już od wielu lat był rozdarty pomiędzy zaborców.

Ignacy Chludziński – ojciec Celiny

Klementyna Chludzińska – matka Celiny

 

Celina Chludzińska

W 1845 r. rodzina Chludzińskich przeprowadziła się do Laskowicz koło Witebska, a w 1853 – do Wilna, by „wprowadzić w życie” młodziutką, starannie wychowaną i posażną córkę.

Wybrała ona na swego kierownika duchowego bp. Wacława Żylińskiego i z myślą o życiu zakonnym nawiązała kontakt z wizytkami z wileńskiego klasztoru. Jednak rodzice planowali jej zamążpójście i Celina, za radą spowiednika, zgodziła się z ich wolą. Odprawiwszy rekolekcje u wizytek, 26 XI 1853 r. zawarła związek małżeński z Józefem Borzęckim, właścicielem majątku Obrembszczyzna niedaleko Grodna.

Celina Borzęcka z Chludzińskich

Józef Borzęcki – mąż Celiny

Dwór w Obrembszczyźnie

 

Celina okazała się kochającą małżonką, damą umiejącą się znaleźć w towarzystwie, a także dbającą o swą służbę i poddanych panią. Otaczał ją powszechny szacunek, nawet oddanie i miłość. Początkowe lata jej życia małżeńskiego naznaczyła śmierć: matki, stryja, teścia, dwojga dzieci, rodzonej siostry, ojca, wiernego służącego. Ale nie brak było także radości: dwie córeczki – Celinka i Jadwinia (urodzona 2 II 1863 r.) chowały się zdrowo w gronie rodziny i życzliwego otoczenia.

Celina Borzęcka

Celina z Jadwinią na ręku

 

 

 

O atmosferze panującej we dworze i sposobie wychowania dzieci świadczy aresztowanie pani domu i jej krótki pobyt w więzieniu w Grodnie wraz z Jadwinią za pomoc udzieloną powstańcom styczniowym.

Celina Borzęcka

Szczęśliwe pożycie zostało jednak zakłócone chorobą męża – został on dotknięty atakiem paraliżu, a żona, pragnąc ratować jego zdrowie, w 1869 r. wyjechała z nim i córkami do Wiednia. Tam starszą – Celkę umieściła w pensjonacie sióstr Sacré-Coeur, chcąc umożliwić jej jak najlepsze wychowanie i wykształcenie. Młodsza pozostawała przy matce, starając się pomagać jej w pielęgnacji ojca.

Jadwinia z chorym ojcem

Celina Borzęcka

 

 

 

Józef Borzęcki zmarł mimo wielu starań, a Celina znalazła się niejako na rozdrożu swego życia, mając dwie dorastające córki. Powróciła wraz z nimi na Litwę, by pochować męża w kaplicy grobowej w rodzinnym majątku w Obrembszczyźnie i uporządkować sprawy majątkowe. Jednak zagrożone aresztowaniem z powodu nauczania po polsku dzieci włościańskich, w 1875 r. panie Borzęckie opuściły rodzinne strony. Zamieszkały w Rzymie, a tam od razu nawiązały kontakt z ks. Piotrem Semenenką, zmartwychwstańcem, który został ich kierownikiem duchowym.

Jadwinia Borzęcka

Celka Borzęcka – starsza siostra Jadwini

 

 

Zwiedzając ważne miejsca w Europie, dbając o „wprowadzenie w świat” swych córek, modląc się i radząc ks. Piotra w sprawach swej duszy, oczekiwała Celina na realizację woli Bożej w swym życiu. Przeczuwała, że „życia zwyczajnie nie skończy”, a w jej sercu odżyło młodzieńcze pragnienie oddania się Bogu.

Celina Borzęcka – wdowa

W 1879 r. Celka wyszła za mąż, a Celina wraz z młodszą córką, a później z kandydatkami usiłowała zrealizować swoje pragnienie życia zakonnego pod kierunkiem ks. Semenenki, według napisanej przez niego Reguły Ośmiu Błogosławieństw Sióstr Zmartwychwstania Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Ta droga nie okazała się łatwą i prostą; spowiednik kilkakrotnie proponował jej przyłączenie się wraz z córką do tej czy innej istniejącej już wspólnoty zakonnej, ale Celina czuła, że jednak wszystko ma się potoczyć inaczej.

Ks. Piotr Semenenko

Próby ks. Piotra przecięła jego śmierć w 1886 r., a Celina wraz z Jadwigą już samodzielnie wzięły sprawy w swoje ręce. Szukały wskazówek woli Bożej i pomocy u hierarchów Kościoła, u księży zmartwychwstańców, u przyjaciół. Mozolna praca przy zakładaniu nowego zgromadzenia przyniosła w końcu owoce.

Krzyż profesyjny m. Celiny – muzeum w klasztorze w Rzymie

6 I 1891 r. Celina wraz z córką Jadwigą złożyły śluby wieczyste, natomiast trzy siostry – śluby czasowe. Datę tę uznaje się za dzień oficjalnego powstania zgromadzenia zmartwychwstanek. Hasło sióstr wyryte na krzyżach profesyjnych: Przez krzyż i śmierć do zmartwychwstania i chwały, streszczające duchowość nowej wspólnoty zakonnej, prawdziwie obrazuje życiowe zmagania Założycielek, niekończące się wcale z chwilą oddania się Bogu.

 

Śluby wieczyste Matek

A w tamte dni
jak to było
Matka z Córką uklękły
wzruszone jak nigdy

może obmyły łzą szczęścia
jakieś dawne smutki
może zapomniały trudów
tej drogi którą przebyły
może rozpromieniły się
ufnością oddania łaską przyjęcia

A w tamte dni
gdy włożyły habit
jak pieczęć niezmiennej łaski Bożej

gdy powiedziały na zawsze tak Panie
gdy do niebiosów serca wzniesione
zapomniały na chwilę ukrzyżuj Go

bo Alleluja wydzwaniały
wszystkie dzwony serc

A w tamte dni
gdy pochyliły się w uwielbieniu
wieczystego oddania

gdy Ciebie Panie
nazwały swoim na zawsze
gdy dałeś im ujrzeć Twój uśmiech
bo przyjąłeś ich trudy i łzy

Matki Celina i Jadwiga Borzęckie – obraz w kościele Świętych Małgorzaty i Katarzyny w Kętach (mal. Wacław Sobieraj)

Jak to było w tamte dni przed stuleciem
gdy Pan posłał na ziemię swój zamysł
i czekał aż serca gorące
zauważą ucałują podniosą

W tamte dni gdy Bóg sam
chciał ludziom zaśpiewać Alleluja
przyjdźcie zobaczcie grób jest pusty

W tamte dni
gdy Pan raczył powtórzyć
w życiu wiernych swoich służebnic
Piłatowy sąd
upadek pod krzyżem
wieczyste Abba
i Nie ma Go tu

 

I tak Matki Borzęckie rozpoczęły działalność apostolską jako zakonnice, podejmując katechizację, naukę dzieci i młodych dziewcząt, pracę w parafiach. Na początku miały tylko jeden dom – w Rzymie, ale wiedziały, że ich najgłębszym pragnieniem i celem jest apostolstwo w Polsce, która jest zdolna zmartwychwstać, także z niewoli politycznej, tylko mocą odrodzenia moralnego. Ich dążenia mogły się wkrótce zrealizować.

Chata w Kętach – pierwszy klasztor zmartwychwstanek

Podpis m. Celiny na fotografii chaty w Kętach

Matka Celina – pod zaborem rosyjskim siostry musiały chodzić w stroju świeckim i ukrywać swą tożsamość zakonną

Pod koniec 1891 r. siostry otworzyły placówki na ziemiach polskich: osiedliły się w Kętach koło Oświęcimia, gdzie wkrótce pobudowały klasztor dla nowicjatu i budynek dla prowadzenia dzieł apostolskich. W 1896 r. Celina wyjechała wraz z siostrami na misję do Bułgarii, w 1899 zmartwychwstanki rozpoczęły pracę w Częstochowie nieopodal Jasnej Góry, w 1900 założyły placówkę w USA, w 1901 zaczęły działalność w Warszawie, w 1902 przeprowadziły się do nowego klasztoru w Rzymie.

Klasztor w Rzymie

Temu rozrostowi placówek zgromadzenia, okupionemu cierpieniami i usilnym staraniem, towarzyszyło pogłębiające się życie modlitwy i zabieganie o oficjalną akceptację Kościoła dla młodej wspólnoty zakonnej. Nadeszła ona 10 V 1905 r. w postaci Decretum laudis (Dekretu pochwalnego) Stolicy Apostolskiej (w tym samym dniu nastąpiło na Jasnej Górze natychmiastowe uzdrowienie z ciężkiej choroby i bezwładu jednej z sióstr).

Nowy klasztor w Kętach

Kaplica w nowym klasztorze w Kętach

 

 

 

 

 

 

 

Jadwiga Borzęcka

Celina, szczęśliwa z rozkwitu dzieła Bożego, za jakie uważała swoją wspólnotę zakonną, z ufnością zamierzała powierzyć prowadzenie zgromadzenia swej córce, od początku wiernie towarzyszącej matce w tej realizacji Bożych zamiarów. Nie tak jednak miało być; 27 IX 1906 r. Jadwiga zmarła w Kętach.

Matka Celina w rozmowie z matką Jadwigą

 

 

 

 

Nie da się opisać rozpaczy matki, ale także jej poddania się Bogu i ufności Jego niezbadanym zamysłom. Sędziwa Założycielka nadal zajmowała się bez reszty swym umiłowanym zgromadzeniem, prowadziła wizytacje coraz liczniejszych domów, formowała młode pokolenia zmartwychwstanek, utrzymywała kontakty z hierarchami Kościoła, wsłuchując się w ich sugestie i potrzeby wiernych, troszczyła się – choć najczęściej z daleka – o swoją naturalną rodzinę, o wzrastającą gromadkę wnuków.

Celina Borzęcka

Ale nade wszystko – tęskniła już do nieba. „Sługo dobra i wierna, wejdź do radości twego Pana” – usłyszała wreszcie. Śmierć nastąpiła 26 X 1913 r. w Krakowie, wśród licznie zgromadzonych duchowych córek. Ciało spoczęło na cmentarzu w Kętach, skąd w 1937 r. przeniesiono je (wraz z ciałem Jadwigi) do krypty pod kaplicą klasztoru w Kętach.

 

 

Celina Borzęcka

Starania o beatyfikację Założycielki, a także jej córki rozpoczęto jeszcze w czasie drugiej wojny światowej. Proces informacyjny m. Celiny zainicjowano w 1944 r. w Rzymie, a potem sukcesywnie w innych miejscach pobytu Sługi Bożej. W 1965 r. nastąpiła ekshumacja i rozpoznanie zwłok obu Matek w związku z trwającym w Rzymie procesem apostolskim. 11 II 1982 r. ogłoszono dekret o heroiczności cnót m. Celiny w obecności papieża Jana Pawła II. Do beatyfikacji potrzebny był już „tylko” cud

Uzdrowiony Andrzej Mecherzyński-Wiktor

I zdarzył się. 20 VII 1999 r. jej prapraprawnuk – Andrzej Mecherzyński-Wiktor „odpadł” od ściany i doznał ciężkiego urazu podczas treningu wspinaczkowego. Stan chorego był ciężki, lekarze przewidywali najgorsze. Rozpoczęto nowennę o jego cudowne uzdrowienie za wstawiennictwem czcigodnej Sługi Bożej. Ostatniego dnia nowenny Andrzej wyszedł ze szpitala bez żadnych powikłań. 16 XII 2006 r. Benedykt XVI podpisał dekret zatwierdzający cud uzdrowienia za przyczyną Celiny Borzęckiej.

Sarkofagi Matek Borzęckich w kościele Świętych Małgorzaty i Katarzyny w Kętach

W 2001 r. przeniesiono zwłoki m. Celiny i jej córki do kościoła parafialnego pw. Świętych Małgorzaty i Katarzyny w Kętach.

27 X 2007 r. dokonano beatyfikacji Celiny Borzęckiej w bazylice św. Jana na Lateranie w Rzymie.

Beatyfikacja Celiny Borzęckiej

 

 

 

 

„Błogosławiona Celina przeżyła swoje życie nieustannie zjednoczona z Bogiem w modlitwie, która to modlitwa uczyniła ją zdolną do przyjęcia z pokorą różnych sytuacji oraz do dostrzeżenia w tych sytuacjach dłoni Pana Boga. On ją strzegł, wspierał i prowadził, pomagając iść zawsze za wolą Bożą, z tą intuicją, że – jak mawiał Sługa Boży Bogdan Jański, założyciel zmartwychwstańców – »przez dziwne drogi prowadzi nas Bóg do swoich celów«. Jej postać wydaje się rzeźbiona przez Boskiego Rzeźbiarza dłutem modlitwy i poddania się Jego planowi” (kard. José Saraiva Martins, homilia beatyfikacyjna).

 

 

 

 

 

 

Błogosławiona Celina Borzęcka – obraz w Kętach (mal. Wacław Sobieraj)

Do Matki Celiny

Szłaś pierwsza
ścieżką Królestwa Bożego
trudną ścieżką ciernistą wąską
pełną bólu a więc prawdziwą

Szłaś pierwsza i oświetlałaś drogę
gorącą lampą swojej wiary
niełatwej suchej
błądzącej w mroku
ufającej Bogu nawet
wbrew nadziei

Pierwsza
sercem umiłowałaś do końca
święte Misterium Paschalne Jezusa
Misterium miłości bez granic
Misterium szaleństwa Boga

Pokaż Matko
jak iść nie zwątpić nie rozpaczać
z trudnych chwil ciosać
jasny blask Zmartwychwstania

sEMP

„Aby były jedno”

Konferencja po śmierci śp. matki fundatorki Celiny Borzęckiej CR

Moje kochane Siostry!

 Jeśli kiedy odczuwałem potrzebę przemówienia do was, to w tej właśnie chwili, chwili tak ważnej dla was i wielkiej, gdy czujecie się osierocone, boć to rzeczywiste osierocenie. Jest to chwila wielka i głęboka, w której patrzycie w przyszłość, wstępując w nią same. Zgasła bowiem ta, która była waszą gwiazdą przewodnią. Jest to druga najważniejsza chwila w życiu zgromadzenia. Pierwsza jest wtedy, kiedy Bóg powołuje do dzieła założyciela, kiedy dla was natchnął śp. o. Semenenkę i waszą Matkę i poruszył ich do dzieła. Drugą jest ta chwila, kiedy ta, której Bóg powierzył swoje dzieło, idzie po nagrodę do Niego i zostawia swoje uczennice na łaskę Bożą w całym znaczeniu i w całej pełni dodatniej i nadprzyrodzonej tego wyrażenia.

Nie ma już wśród was tej gwiazdy, co was prowadziła dotąd, ale choć jej nie ma, prowadzić was będzie ona orędownictwem za łaską Bożą, bo jeżeli to dzieło jest Boże, to Bóg jego nie opuści. W to trzeba wierzyć i na tej podstawie dalej pracować jak dotąd, nie dla ludzi, ale dla Boga i z pełnią wiary i miłości.

Kiedy przed śmiercią Matki przyszedłem do niej i zapytałem, czy nie ma czego do powiedzenia mi i jaka jest jej ostatnia wola, powiedziała mi dwie rzeczy: 1) „Jestem zupełnie spokojna” – a widać było, że to był spokój całkiem nadprzyrodzony i co do duszy własnej, i co do swego dzieła; 2) druga rzecz to miał być testament dla was: „Niech będą jedno, niech żyje wśród nich jedność”. Przypomina mi to inną wielką, wiekopomną chwilę, śliczną nad wyraz w życiu Pana Jezusa w Wieczerniku, gdy zostawił Apostołom testament najdroższy Ciała i Krwi swojej w przeddzień męki swojej. Wtedy w cudnej mowie, w której rozlał wyraz swej miłości dla ludzi, zaniósł do Ojca modlitwę: „Ojcze Święty, zachowaj ich w imię Twoje, których Mi dałeś, aby byli jedno jako i My” (J 17, 11). „Aby wszyscy byli jedno jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby oni w Nas jedno byli” (J 17, 21).

I rzeczywiście największym znakiem Boskości Kościoła, jego prawdy, jego nieomylności, jego życia, tego życia jedynego na ziemi, przez które wszystko się rozbija, co w niezgodzie, ciemności i namiętnościach, jego główną charakterystyką jest jedność wiary, jedność władzy i jedność miłości. Zachodzi jakieś podobieństwo między tymi chwilami, bo Chrystus poszedł do nieba, zostawiając na ziemi Kościół, wielką jedność społeczną. W tym społeczeństwie zakony są mniejszymi zrzeszeniami, które mają spełnić w całej ścisłości myśl Chrystusa Pana, są sercem Kościoła – Mistycznego Ciała Chrystusa, w którym ześrodkowuje się miłość i myśl Jezusa w Kościele.

Jeżeli ta Matka, którą kochałyście, zostawiła wam jako myśl przewodnią, jako testament jedność obejmującą całe zgromadzenie wasze, to weszła w myśl Chrystusa Pana. Chciała, by jedność Kościoła najlepiej, najściślej, nadprzyrodzonym sposobem z całym zrozumieniem i zastosowaniem myśli i życia Jezusa, stała się – powtarzam – waszą jednością wspólną. Czymże ta jedność? Na czymże ona zależy? Trzeba wam ją dobrze zrozumieć, abyście ją zachowały i żeby stała się wam siłą i normą życia, i żeby dalej pomogła do wypełnienia zadania powierzonego i przekazanego wam przez Matkę.

Ta jedność składa się z 4 punktów: 1) jedność karnej miłości; 2) życie w jedności ducha i nauki o. Semenenki; 3) jedność życia i miłości wspólnej; 4) trzymanie się wszystkich, za przykładem Matki, charakterystyki jej życia całego, mianowicie energii cnoty w obowiązku zrozumianym w świetle nadprzyrodzonym, to jest Bożym. To są cztery rodzaje jedności zawarte w tej myśli testamentowej, którą mi dla was wyraziła Matka i w których streszczają się wszystkie około waszego dobra prace jej.

Zacznę od pierwszego punktu: Jedność karnej miłości. Przypominam, co nieraz mówiłem wam, że jak wszystkie zakony, jesteście małym Kościołem wśród wielkiego. W tym małym społeczeństwie ześrodkowuje się w całej doskonałości życie Kościoła powszechnego przez najściślejsze spełnienie myśli i zamiaru, jakie miał Jezus, zakładając Kościół. Cóż tworzy siłę, spójnię wewnętrzną Kościoła? Cóż jest najszczytniejszą jego charakterystyką? Jakiż znak najwyraźniejszy jakoby jego Boskości? To jedność wiary, jedność władzy i jedność miłości. Jest to rzecz uderzająca, która nie znajduje się nigdzie poza Kościołem katolickim. Ona jaśnieje i tworzy jego siłę ducha, co może pochodzić tylko wprost od Boga, bo dla ludzi jest niemożliwa taka bezprzykładna jedność wiary i jedność władzy.

Znajdujemy w Kościele wszystkie cnoty, najszczytniejsze ideały, znajdujemy cuda, świętość, apostolstwo, powszechność. Otóż największym cudem i cechą odróżniającą go od wszystkich innych społeczeństw jest ta niezrównana jedność wiary i jedność władzy. Jest coś nad wyraz zdumiewającego w dziejach tego Kościoła, założonego przez Boga i powierzonego dwunastu nieokrzesanym rybakom. Przechodzi on przez bezmierne, długie, okrutne prześladowania, podaje światu naukę będącą zrujnowaniem dotychczasowego ustroju, jest antytezą upadłej natury ludzkiej. Ta antyteza łączy głęboko w jedno dusz miliony, zdobywa cały świat i przemienia go, nie pozwalając na uronienie choćby najmniejszego artykułu wiary i moralności, nie przyjmując ani jednej, choćby najpiękniejszej doktryny, jeżeli nie jest ona w zgodzie z zesłaną nauką Jezusa Chrystusa.

Ta jedność wiary, ta zazdrość prawdy, aby niczego nie stracić albo opuścić, albo skrzywić i nie dodać, ta jedność, która żąda, aby każda dusza wszystko tak przyjęła niepowierzchownie, ale w duszy i w przekonaniu, jest znamieniem nieomylności Kościoła świętego. Żadne społeczeństwo nie zrozumiało wartości prawdy, nie pojęło, czym jest prawda, jeden Kościół katolicki, właśnie dlatego, że on jest w posiadaniu jej. Poza Kościołem katolickim mają to za niewolę umysłu, bo poza Kościołem katolickim nie ma pojęcia o tym, co to jest prawda. Dla nas – przeciwnie, właśnie w tym leży wolność, swoboda, jasność, promienność prawdy Bożej, siła przed błędem. Ale dlatego może się ta prawda ostać nieomylna, bo jest pod powagą władzy. Każdy członek Kościoła całym sercem, z synowskim poddaniem się, sięgającym aż do dna duszy, słucha głosu Namiestnika Bożego. Każdy katolik widzi tę władzę i poddaje się nie niewolniczo, ale z miłością, chętliwością, że się tak wyrażę, z pewnością, że słucha głosu Bożego. Ta władza Boża daje istotnie spokój i pewność niewzruszoną, którą można znaleźć tylko w Kościele.

Ta jedność, którą wam przekazała Matka, to jedność wiary i myśli katolickiej, jedność władzy, którą przez Kościół święty i jego zatwierdzenie zostawiła tej, którą wybierzecie spośród was. O tę jedność dbać macie z całą miłością i całą siłą, bo ona wam przekazana jest testamentem jako rzecz święta. Kochałyście ją i widziałyście w niej władzę daną od Kościoła, nie tylko jako Założycielkę, ale jako „kanał władzy” Namiestnika Chrystusowego. Słuchałyście z miłością, ona była waszą jednością, waszym łącznikiem, przez nią spływała na was prawda życia zakonnego, czyli doskonałość życia Kościoła według myśli Bożej i wola Boża dla was. Odeszła, zgasła, ale Chrystus nie opuści was i ześle wam przez Kościół tę, która będzie z ramienia Kościoła waszą jednością. Przyjmijcie ją z tą samą miłością, poddaniem i wiarą. Ona będzie łącznikiem waszym, jednością waszą w miarę waszej wierności i poddania miłosnego. Wasza jedność z nią będzie waszą jednością z Kościołem i z tą, której już nie ma. Wszelki dysonans z nią będzie dysonansem z Matką, która was zrodziła zgromadzeniu. Póki będzie wśród was ta łączność w miłości i karność dla władzy, będziecie póty żyły, bo będziecie przez nią w łączności z władzą w Kościele, a przez to z samym Bogiem.

Drugi punkt to życie w jedności ducha i nauki o. Semenenki. Pan Bóg powołuje zgromadzenia w Kościele. Jednych zebrał w imię jakiegoś wielkiego dzieła, np. w celu pielęgnowania chorych, nauczania młodzieży, innym znowu dał jako zadanie pielęgnowanie pewnej cnoty i w niej nauczył ześrodkowywać doskonałość chrześcijańską. I w tym leży bogactwo i postęp życia duchowego Kościoła. Inne jeszcze zgromadzenia powołuje Bóg, dając im jakoby promień wychodzący z Jego mądrości i serca i oświecający nowym sposobem dawne prawdy.

Prawda bowiem jest tylko jedna, ale tak głęboka, że może rozszerzać się i sięgać coraz głębiej. I ta szerokość i głębokość są tylko jaśniejszym jej wyrażeniem. Nie omylę się ani nie będę zarozumiałym dla swoich, bo nie tylko moim jest to zdaniem, ale i takich ludzi, jak ks. arcybiskup Teodorowicz, który w czasie jubileuszu ojców Kajsiewicza i Semenenki w ślicznym odczycie o nauce duchowej o. Semenenki rzekł te słowa: „Wiele czytałem, ale tak znakomicie ujętego życia duchownego, takiej prawdy w postawieniu życia wobec myśli Bożej nie spotkałem nigdzie. Nigdzie nie ma tak jasnego, a głębokiego zarazem przedstawienia życia duchownego. Śmiem twierdzić, że w tym przedstawieniu nędzy naszej według stanowiska władz ludzkich i życia Bożego w duszy o. Semenenko (choć mało jeszcze znany) stanowić będzie epokowy moment w Kościele. Nie przyniósł on nam nowych prawd; jego nauka jest nauką Kościoła, nauką stosującą się do niezmiennego objawienia, które Bóg zesłał na ziemię, ale sposób wyłożenia jej, uwydatnienia pewnych rysów zostawionych w cieniu, jej przedziwne ramy oświetlają życie chrześcijańskie niezwykłą prawdą i szlachetnością. O ile głęboko sięgnął, o tyle wysoko się wzniósł, wyłożył z uderzającą prawdą i znajomością psychologii nędzę ludzką, uwydatnił życie nadprzyrodzone i działanie Boże w duszy z subtelnością najwznioślejszą”. Jest to stara nauka, bo oparta na doktrynie Kościoła w teologii; nowa, bo podaje wszystko w dziwnie jasny sposób, łączący duszę z Bogiem głęboko i żywo.

Ta nauka życia przekonała, olśniła i porwała waszą Matkę. Ona i mnie porwała – jeśli mi wolno o sobie mówić. Czując powołanie do zakonu, a będąc już kapłanem, a więc i zdolniejszym do pojęcia, o co chodzi, wybrałem świadomie Zgromadzenie Zmartwychwstania Pańskiego i powiedziałem o. Semenence: „Tu czuję prawdę i dlatego wstąpiłem do tego zgromadzenia”. Na to odpowiedział mi: „Tak, masz rację”. Tak, w tej doktrynie życia jest prawda w świetle nadprzyrodzonym, tu Bóg i Jego działalność na swoim miejscu, a natura cała w swej nędzy na swoim. Tu wszystko brane nie po ludzku, ale po Bożemu.

W Kościele jest wiele systemów dyrekcji dusz i życia wewnętrznego, ale ta musi być na naczelnym miejscu, która szuka światła Bożego na każdą chwilę i każdy czyn. I właśnie w dyrekcji o. Semenenki jest to w całej rozciągłości i w szczegółach. Nie ma tu wciskania czegoś swego ludzkim rozumem i własnym pomysłem, ale wszystko jest wedle myśli Bożej. Otóż i w tym żądała od was Matka jedności. Pragnęła, abyście rozumiały, uznawały, ukochały ducha i naukę o. Semenenki, nią się przejęły i według niej żyły w jedności, bo ona jest podstawą życia waszego zgromadzenia.

Arcybiskup Teodorowicz powiedział wobec społeczeństwa: „Póty będziecie istnieć jako zgromadzenie, póty będziecie iść za głosem Bożym, póty będziecie zgromadzeniem zmartwychwstania, póki będzie między wami żył duch i nauka o. Semenenki”. A charakterystycznymi rysami tego ducha i tej nauki są: 1) przyznanie się do swej nicości, nędzy i złości, a według tego poznania siebie zrozumienie pokusy i sposób walczenia z nią; 2) zrozumienie uznania życia nadprzyrodzonego, wejście w to życie, które nam przyniósł Pan Jezus; 3) zrozumienie, że sami z siebie nic nie możemy i że wszystkim ma być Pan Bóg „w nas”, upragniony, przyjęty, uproszony, królujący.

Czyż życie takie nie istniało w Kościele? Czyż to było nieznane? Czyż nie żyło to przez 19 wieków? Żyje i żyło, bo Kościół jest dziełem Bożym, dziełem nadprzyrodzonym. Ale czy to życie było i jest dla wszystkich jasne, o ile to możliwe? Mało kto o tym wie, wielu żyje rzeczywiście tym życiem, ale po omacku jakoby. I można rzec, że Bóg zesłał o. Semenenkę, aby rzucić nowe światło praktyczne na tę kwestię. Trzeba nam zrozumieć i wierzyć, że Chrystus chce w nas żyć i wlewać w nas swe życie. Tym „żyjącym życiem” musimy chcieć żyć, aby to życie z Chrystusem Panem było przewodnią myślą naszą. Słowo św. Pawła: Żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus zawsze żyło w Kościele, ale jeśli kiedy rzuciło cały blask swej prawdy wewnętrznej, to właśnie w nauce o. Semenenki, a przez to w waszej regule. Oto charakterystyczne trzy cechy nauki o. Semenenki przyjęte w całej rozciągłości przez Matkę i wam przekazane. Poza tą nauką, poza tym duchem straciłybyście pierwszorzędny warunek jedności między wami i Matką.

Trzeci punkt jedności waszej przekazany wam przez Matkę jest: Jedność życia i miłości wspólnej. Jest to rzecz niesłychanej wagi. Toteż tyle razy do niej was nawoływam, tak szeroko, szczegółowo i gorąco, a streściłem to w tych słowach: „Wszystkie dla każdej, a każda dla wszystkich”. To ma być waszą siłą i waszym niebem ziemskim, społecznym. Każda ma rzeczywiście żyć i pracować dla wszystkich, a wszystkie dla każdej, i oto dla szczęścia każdej i wszystkich, dla zbawienia wszystkich i każdej. Wprawdzie każda przynosi ze sobą swoje wady, słabostki, swą nędzę, ale i dobrą wolę ze swojej strony. Przychodzi nie przymusowo, ale z własnej woli, bo uczuła głos Boży: „Idź za Mną tam” i przyszła z nadzieją, że znajdzie miłość i jedność, i wspólność życia duchowej rodziny. Wszystkie ją przyjęły w tym samym duchu i z tą samą nadzieją, że ona da im miłość, żyć będzie w jedności ze wszystkimi.

Każda przychodzi ze swoim rozumem, który chce mieć swoje zdanie. Czy się to da pogodzić z jednością? Otóż naprzód, jeżeli gdzie, to u nas nie łamie się indywidualności. Znane jest między nami powiedzenie pewnej osoby: „Jeżeli znasz jednego zakonnika jakiegoś zgromadzenia – to znasz wszystkich członków jego; jeżeli znasz 99 ze zgromadzenia zmartwychwstania, to jeszcze stu nie znasz, bo ten jeden może być inny”. Pan Bóg daje indywidualność każdemu i zostawia ją, więc zgromadzenie oparte na myśli Bożej nie może wymagać tego przerobienia na jedną modłę. Duch Pański nie niszczy indywidualności, ale prostuje, podnosi, uszlachetnia, ozdabia łaską. Tylko ta ostająca się u każdej indywidualność domaga się większej pracy ze strony każdej z osobna nad sobą i dla drugich. Musicie więc mimo tej nieprzemieniającej się charakterystyki każdej, musicie, powtarzam, trwać w jedności. A tą jednością powinna być miłość wspólna. Ona to uroczym sposobem cechowała o. Semenenkę. To była chodząca miłość, a ta miłość promienieje w jego nauce, w jego pismach i ona ma promieniować w waszych sercach i w waszym życiu wspólnym. To jest rzecz tak ważna, że nie waham się wciąż powtarzać, że miłość wspólna klasztor przemienia w raj ziemski; gdy brak jej – zamienia go na istne piekło. Ale to właśnie dlatego, że u nas nie zaciera się indywidualności, trzeba tym więcej starać się o prawdziwą dobrotliwość dla towarzyszek, a z tej dobrotliwości nieomal najważniejszą jest dobrotliwość sądu, bo o niej najwięcej się zapomina, a jakość sądu, jaki stawiamy o drugich, staje się przyczyną obejścia się z nimi. Tak jesteśmy przekonani o naszej nieomylności, że najgorsze sądy nasze ubieramy szatą sprawiedliwości, kiedy czasem bywają one najniegodziwsze.

Niech więc każda pamięta o tym, żeby wszystkie dobrotliwie sądziła. Niech wszystkie nie zapomną o tym, żeby każdą oceniały najlepiej. Za tym pójdzie miłość woli i czynu. I tu znowu niech każda, pracując, pomyśli o tym, że pracuje dla dobra wszystkich, bo choć niby małą rzecz robi, jednak wszystkie potrzebują tej małej sprawy tak samo jak wielkiej. Niech wszystkie nawzajem szanują najmniejszą usługę spełnioną przez najmłodszą aspirantkę, albowiem każdy najmniejszy obowiązek ma na celu dobro i koniec całego zgromadzenia. Ale trzeba, żeby siłą tego usposobienia była miła chętliwość – że się tak wyrażę – każdej dla wszystkich i wszystkich dla każdej. Niech ta prawda głęboko wejdzie w dusze wasze, a to będzie jednością waszą między wami i z tą, którą opłakujecie, a która was zebrała dla miłości.

Nie wiem, jakiego głosu chciałbym dziś użyć, o jakie światło prosić, jaką siłę przekonania mieć, abyście się tym głęboko przejęły. Niech każda ma ciągle na myśli i nieustannie nad tym pracuje na serio. Niech sobie ciągle mówi: „Mam dobrze wszystkie sądzić, moja praca jest dla dobra wszystkich. Jak sama potrzebuję pracy innych, pracy moich towarzyszek – tak one potrzebują mojej, i powinno mi być największą radością pracować dla ich dobra nie tylko z posłuszeństwa, ale z miłości dla nich”. Ta praca z miłości ku wszystkim sama staje się najmilszą już nagrodą.

Czwarty wreszcie punkt waszej jedności ma być w tym, żebyście naśladowały główną cechę charakteru i pracy Matki. Jej cnota była prawdziwie energiczną, tkwiła w pełnieniu obowiązku, ale obowiązku zrozumianego zawsze w świetle nadprzyrodzonym, Bożym. Nie porywała się i nie szukała dzieł wielkich, nie goniła za reklamą, ale szukała jedynie woli Bożej i światła Bożego. Szkopułem zgromadzeń, o który nieraz się rozbijają, jest porywanie się na wielkie dzieła w myśli, że każde dzieło dlatego tylko, że jest wielkie i piękne, jest w myśli Bożej, i biorą się do niego, nie zdając sobie sprawy z tego, że nie szukają rzeczywiście woli Bożej, ale swojej. Tymczasem dzieło, choćby najmniejsze, jest wtedy wielkie, kiedy jest z Boga, bo tylko wtedy Bóg współdziała łaską swoją i daje przez nią wartość nadprzyrodzoną, która jedynie jest prawdziwą ceną wszelkiej czynności. I znowu największe, najpiękniejsze dzieła, jeśli nie są z woli Bożej, niewarte nic, bo stają się tylko ludzkie. W tym leży bezpieczeństwo życia zgromadzeń.

Zazwyczaj ludzie, widząc w zgromadzeniach ducha Bożego w gorliwości, wołają u nich o pomoc i proponują rozmaite fundacje humanitarne, oświatowe, wychowawcze. Często przychodzi pokusa, żeby się podjąć tej lub tamtej pracy: myśl dobra, można dużo dobrego zrobić. Ale trzeba to wszystko mierzyć według światła Bożego, szukać, czy w tym jest wola Boża. Takie stanowisko wobec pracy na zewnątrz jest jedynym z rysów nauki o. Semenenki, specjalnym sposobem przez niego traktowanym. Nie porywać się na nic światłem i siłami ludzkimi tylko, ale wypatrywać znaków woli Bożej, czekać nie w biernym kwietyzmie, ale w miłości tej woli Bożej i z pragnieniem znalezienia jej, i z prośbą o światło. Wtedy Bóg daje to światło w miarę szczerości naszej miłości dla tej woli.

I to w wysokim stopniu zrozumiała wasza Matka. Czasem zdawało się, że u schyłku życia słabość sił fizycznych wstrzymywała ją od podjęcia niektórych dzieł, które narzucały się niemal same. Nie wchodzę tu w sąd osobliwie danych faktów, ale podkreślić muszę, że jej dyrektywą, jej troską i główną inicjatywą było zawsze szukanie woli Bożej. Czuwała nad tym, by życie Boże w duszach nie ucierpiało z powodu zajęć zewnętrznych. Nie chciała podejmować wielkich dzieł kosztem dusz, kosztem ich jedności z Bogiem. I należy to podnieść z uznaniem, głęboko zachować w pamięci i wytrwale naśladować, bo to jest podstawą życia zgromadzenia, podczas gdy przeciwne stanowisko wiedzie niechybnie do ruiny ducha, a tym samem całego towarzystwa. Potrzeba więc czystej intencji, oddania się z góry zupełnego woli Bożej. Trzeba umieć wziąć, co Bóg chce, i nie dać się unieść nieporządnej gorliwości.

Moje kochane siostry, żyjąc w karnej miłości władzy, w duchu zasad i nauki o. Semenenki, w miłości wspólnej rzeczywistej i starając się energiczną cnotą wypełniać obowiązki według światła Bożego, znajdziecie jedność, która daje wytrwanie. Wytrwacie, jeżeli siłą waszej inicjatywy będzie nade wszystko szukanie woli Bożej, szukanie jej według znaków Bożych, a nie ludzkich, co Bóg wam da w modlitwie szczerej i w szczerym pragnieniu znalezienia jej. Trzeba chcieć tego światła, trzeba oprzeć się na pragnieniu woli Bożej, trzeba wyrabiać się w tej energii, która chce wiele, ale nie inaczej, jak według woli i miłości Bożej. Oto w kilku słowach testament Boży Matki waszej ukochanej. Niechże takie zrozumienie tej jedności, o którą was prosiła przeze mnie i wam przekazała, będzie waszym łącznikiem i życiem. Amen.

ksiądz Władysław Orpiszewski CR

Kęty, 29 października 1913 r.