Matka Jadwiga Borzęcka


Wieczne Miasto zobaczyła Jadwiga jako ojczyznę wszystkich chrześcijan. Poczuła się bezpiecznie. Pokochała to miasto z jego starożytnością, z centrum życia Kościoła, ze śladami działalności Apostołów i ich grobami, z licznymi pamiątkami świadectwa wiary i męczeństwa świętych. Tu rozwijała się intelektualnie i duchowo, zdobywała wiedzę; pod kierunkiem wybitnych profesorów – między innymi ks. Stefana Pawlickiego CR – studiowała historię, sztuki piękne, matematykę, filozofię, nie zaniedbując literatury i historii ojczystej. Doskonaliła znajomość języków obcych: łaciny, włoskiego, hiszpańskiego. Poznawała zabytki Rzymu i innych miast włoskich, a także Paryża, Tuluzy, Lourdes. Pobierała lekcje religii, zgłębiała tajemnice wiary, obowiązki człowieka wobec odwiecznej miłości Boga. W Rzymie w 1876 roku przyjęła Pierwszą Komunię Świętą z rąk ks. Piotra Semenenki CR, który przez następnych 10 lat był jej kierownikiem duchowym i zaufanym przyjacielem. Czuła się kochana przez ks. Semenenkę i nawzajem darzyła go głębokim szacunkiem i miłością dziecka.

Ksiądz Piotr Semenenko był wymagającym spowiednikiem. Ukazywał prowadzonym przez siebie duszom wzniosłe ideały świętości, drążył i piętnował wszelkie, nawet najmniejsze przejawy miłości własnej, uwrażliwiał na zrozumienie nicestwa i nędzy człowieka. Jadwiga, z natury skryta, wobec ks. Semenenki nie miała tajemnic; szczerze przedstawiała mu swoje wady, zwłaszcza braku pokory, niechętnego podporządkowywania się innym, rezygnacji z własnego zdania, nieumie­jętności okazywania uczuć.

Z pomocą spowiednika wytrwale pracowała nad sobą. „Niezmiernie wdzięczna jestem Panu Jezusowi, który mi przez słowa najprzewielebniejszego Ojca pokazał, ile we mnie nędzy, i który mi wskazał drogę do wykorzenienia mego ja” – pisała 17-letnia Jadwinia [11]. Modliła się: „Ufam, Jezu, że pozwolisz mi z każdym dniem coraz lepiej poznawać Twoją miłość i Twoją pokorę i odpłacać się Tobie stale coraz większą miłością” [12]. A ks. Semenenko zachęcał: „Oddaj się cała Temu, który daje się cały” [13]. Pragnienie ściślejszej więzi z Bogiem pogłębiło się z przyjęciem sakramentu bierzmowania, którego udzielił Jadwidze kardynał Mieczysław Ledóchowski w dniu 24 IV 1876 roku.

Odtąd słowa ks. Semenenki: „Oddaj się cała Temu, który daje się cały” i myśl o powołaniu zakonnym nie opuszczają Jadwigi, a ks. Semenenko utwierdza ją w wyborze drogi życia konsekro­wanego. Inaczej na sprawę powołania Jadwigi zapatruje się najbliższa rodzina, przyjaciele, znajomi. W niej samej również budzą się wątpliwości, a także matka zachęca do rozważenia słuszności wyboru. „Mówiłam mamie – pisze do ks. Semenenki – że już chyba dosyć miałam tego świata hucznego, nieopamiętałego, a usłyszałam na to: dotychczas byłaś dzieckiem, teraz trzeba, abyś się wypróbowała w świecie […]. Nie w tym zasługa, aby wszystko porzucić i zacząć oficjum odmawiać” [14].

Podobnie starsza siostra odwodzi Jadwigę od wyboru drogi życia zakonnego: „Miałam rozmowę z Celką, która chciała mi wybić z głowy moje powołanie; dałam jej zrozumieć, o ile tylko mogłam, że nie są to wpływy, które na mnie działają, tylko uczucie od Boga i że ufam, że ono będzie trwałe” [15]. Nic dziwnego, że myśląca, mądra dziewczyna rozważa wszystkie „za” i „przeciw”, nim podejmie ostateczną decyzję. „Dotychczas widzę tylko głównie całą piękną, miłą stronę powołania i cieszę się tym jak niczym innym, cieszę się radością dziecinną […]. Ale może by lepiej poświęcić się raz na zawsze i żyć wśród świata hucznego głównie w myśli, żeby kiedyś nie rzucali kamieniem na Mateczkę, mówiąc, że mnie zamykała i zmusiła do zamknięcia się od ludzi” [6].

Niewątpliwie w wyborze przez Jadwigę życia zakonnego ważną rolę odegrał ks. Semenenko, który podtrzymywał ją w pragnieniu całkowitego oddania się Bogu. Ale zarówno matka, jak i spowiednik z szacunkiem odnosili się do decyzji Jadwigi, jej zostawiali całkowicie wolny wybór. Początkowo Jadwiga nie brała pod uwagę możliwości, by razem z matką wstąpić do istniejącego już zgromadzenia. Rozważała własne powołanie, kontaktowała się z różnymi wspólnotami zakonnymi, rozmawiała z siostrami kilku zgromadzeń, po prostu: poszukiwała.

Ważnym dniem w jej życiu okazał się 25 marca 1881 roku. O tym dniu tak napisała Matka Celina: „Pamiętny dzień, gdy Jadwinia, walcząc z naturą ludzką, jeszcze nie chciała oddać się zupełnie Bogu i tysiąc powodów dawała, aby odwlec swe postanowienie – w duszy jednak czuła, gdzie ją Bóg woła. Na koniec wyrzekła po długiej rozmowie z Ojcem Semenenko: Oto ja służebnica Pana mojego, niechże mi się stanie według słowa Twego. I zadzwoniono w tej chwili na Anioł Pański” [17].

Ten dzień był bardzo ważny, tak ważny w życiu Jadwigi, że wielokrotnie będzie sobie przypominała ten moment i ponawiała akt oddania się Panu. W miesiąc po tym fakcie pisząc do ks. Semenenki, dzieli się przeżywaną radością: „Czuję taką wdzięczność dla najdroższego Ojca za to połączenie mnie z Panem Jezusem. Jakiż to święty węzeł łączy mnie z Panem Jezusem; myśl ta jest dla mnie radością największą, taką, jakiej dotąd nie zaznałam” [18]. Jednak ta radość nie trwa nieprzerwanie; budzą się nowe wątpliwości. „Co do przyszłości mojej, nie wiem, dlaczego, przychodzi mi na myśl: czy ja kiedyś nie pożałuję, żem się zamknęła w te mury klasztorne, żem sobie wolność odebrała i nic już nigdy pięknego nie zobaczę” [19].

Ten niepokój wzmagają okoliczności życia towarzyskiego. Młodą, ładną, starannie wychowaną i dosyć majętną panienką interesują się młodzieńcy w celach matrymonialnych. Jadwiga nie jest obojętna na okazywane jej względy i szczerze dzieli się swymi odczuciami ze spowiednikiem: „W Giebułtowie bawił kilka dni przyjaciel Józia [20], którego głównym celem jest wstąpić w ślady mego szwagra, tj. ożenić się. Aż mi teraz wstyd wspomnieć, jaką byłam wobec niego. Dzięki Bogu, że dłużej z nami nie przebywał, bo bym się do reszty zepsuła. Myśl moja była ciągle tym zajęta, aby mu się podobać. Słuchałam z niemądrym ukontentowaniem komplementów, które mi prawił, wreszcie z przyjemnością czułam, że on o mnie myśli. Po jego wyjeździe opamiętałam się z łaski Bożej. […] Gdym się na koniec upokorzyła przed Panem, lżej mi się zrobiło, bom Go bardzo przeprosiła i czułam, że to upokorzenie było zbawiennym lekarstwem dla duszy mojej” [21]. Jak widać z listów, młoda, normalna dziewczyna nie była obojętna na powaby życia w świecie i Jadwiga niejednokrotnie jeszcze będzie miała okazję sprawdzić siebie i swój wybór.

A konkurentów do jej ręki nie brakowało. O jednym z nich tak pisze: „Poznałam młodego pana Niemcewicza. […] Prawdziwą pokusą było dla mnie przebywanie parę wieczorów z rodziną państwa Niemcewiczów w Grodnie;  chwilami żałowałam odmowy danej, coraz więcej sympatii do nich czuję. Widzi Ojciec, jak słaba jestem!” [22]. W takich momentach wraca myślą do chwili, gdy wyraziła wolę oddania się Panu, i w modlitwie szuka umocnienia. „Modlę się, ale słabo, bo sucho na duszy” [23]. „Ojcze najdroższy – pisze do spowiednika – proszę mnie raz na dobre oddać Panu, ale tak, abym już siebie nie miała za swoją, abym co chwila pamiętała i wierzyła, że On mnie wziął, że nic nie mam swego, a że cokolwiek On zarządza, jest z miłości ku mnie!” [24].

W roku 1882 ks. Semenenko zaproponował próbę wspólnego zamieszkania obu Borzęckich i kilku osób pragnących głębszego życia duchowego. Sam objął kierownictwo duchowe, a do przełożeństwa wprawiała się Celina. Jadwiga po okresie niepewności i wahań stwierdza: „Dzisiaj wiem, że moim obowiązkiem jest iść za głosem powołania”. Decyzja – przemyślana i przemodlona – była jej samodzielnym wyborem, co często podkreśla, odrzucając zarzuty, zwłaszcza rodziny, że matka nakłoniła córkę do zostania zakonnicą. Stanęła u boku matki, by ją wspierać w budowaniu nowego zgromadzenia, opartego na nauce, którą przekazał im ks. Piotr Semenenko.