Rozważania

LUTY – Wychowanie dzieci jako misja zlecona przez Boga

 

Małżeństwo i rodzina istnieje z zamysłu Bożego. Małżonkowie udzielając daru życia dzieciom stają się współpracownikami samego Boga. Współpraca rodziców z Bogiem w trosce o prawidłowy rozwój fizyczny i duchowy dziecka rozciąga się na dalsze lata, w trudzie jego wychowania. Początkowo punkt ciężkości w procesie wychowania spoczywa w rękach rodziców, ale w miarę dojrzewania przesuwa się ku dziecku, które wreszcie samo siebie wychowuje. Na kolejnych etapach w proces wychowawczy młodego człowieka włącza się szkoła czy inne środowiska. Nikt jednak nie może zastąpić pierwszych wychowawców jakimi są rodzice i do nich w szczególny sposób odnosi się określenie wychowania jako „rodzenia” w znaczeniu duchowym. Wszędzie podkreśla się rolę matki, pod której sercem kształtuje się nie tylko organizm dziecka, ale pośrednio całe jego człowieczeństwo. W tym procesie uczestniczy także, choć bardziej na dalszych etapach ojciec dziecka. Rodzina pozostaje więc pierwszą i najważniejszą wspólnotą wychowawczą.

Rodzice obdarzeni zaufaniem ze strony Boga, otrzymują od Niego misję i zaszczytny udział w procesie kształtowania nowego człowieka. Rola rodziców to pomoc dzieciom w odkrywaniu zamysłu Bożego wobec ich życia doczesnego i wiecznego. Ważna jest już sama atmosfera domu rodzinnego, pomoc w kształtowaniu sumienia i pracy nad sobą, stawianie wymagań z miłości. Nie może zabraknąć także radości, która jest naturalnym usposobieniem zwłaszcza wieku dziecięcego.

Snując rozważania o wychowaniu dzieci, możemy także sięgnąć do doświadczeń w tej dziedzinie, jakie pozostawiła bł. Matka Celina Borzęcka. Wiemy, że chociaż na obrazach jest przedstawiana jako siostra zakonna, była jednak wcześniej żoną i matką. Celina i Józef Borzęccy wiedzieli, że macierzyństwo i ojcostwo nie ogranicza się do biologicznych narodzin dzieci, ale wymaga „rodzenia” rozłożonego w czasie poprzez mądre wychowanie. Celina i jej mąż byli dla córek wzorem życia wiarą i pobożnością, przykładem wzajemnego szacunku, pracowitości czy umiłowania ojczyzny. Sama Celina pozostawiła dostępny dla nas dowód swojego zaangażowania w wychowanie dzieci w postaci „Pamiętnika dla córek”, którego pisanie rozpoczęła w czasie choroby męża a dokończyła po jego śmierci. Refleksje w nim zawarte świadczą o tym, że Celina traktowała córki nie jako „prywatną własność” ale Boży depozyt złożony w jej ręce. Zaraz na początku „Pamiętnika dla córek” zapisała że jest świadoma, że przyszłość dzieci leży w ręku Boga, ale ona chciałaby radami swymi im dopomóc: Spostrzeżenia, które czynić będę, patrząc na wasze czynności (…), może wam posłużą do uniknięcia złego i do pohamowania złych skłonności. Gdy już nie będę z wami, cenniejsze się staną dla was moje życzenia, pobłażliwszymi będziecie na moje wymagania, które jakkolwiek nieraz przykre i często powtarzane, jedną miały pobudkę – dobro i szczęście wasze. Już z tego zapisu wynika, że Celina starała się doprowadzić proces wychowawczy do etapu, gdy człowiek osiąga pewną dojrzałość i zaczyna wychowywać się sam. W „Pamiętniku dla córek” znajdujemy liczne zapisy dotyczące formacji sumienia i pracy nad sobą, walki z wadami, rozwijania talentów i zdolności, indywidualnego podejścia do każdej z córek. Oto kilka przykładów: Jakże chciałabym, żebyście zawsze były pobłażające dla drugich, a przed osądzaniem bliźniego głośno, dobrze pomyślały, czy zasługuje ta osoba na sąd surowy? Nie możemy nigdy wiedzieć, jak postąpiłybyśmy w takim zdarzeniu (…). Osoba, którą w tej chwili surowo sądzisz, wypełniłaby może sumienniej obowiązki twoje, a ty ganisz jej postępowanie, nie obrachowawszy swych czynności. (…) Zapytaj wieczorem twego sumienia, a głos wewnętrzny odpowie ci, (…) czy dzień twój korzystnie przeszedł. (…) Pan Bóg daje ci okazję do staczania ciągłej walki ze sobą, ażeby pycha i zarozumiałość nie wcisnęły się do twego serca, bo człowiek jest niewiele wart, jeżeli bezustannie nie stara się być lepszym. (…) Niech jedyną ambicją, godną naszych wytrwałych wysiłków, będzie poznać siebie samą, aby pracować dla większego w dobrym postępu. (…) Czas mija, a ja z siebie przykład dać muszę. Chciałabym coraz więcej stać się godną łask Bożych, aby Opatrzność przez moje pośrednictwo waszymi krokami kierowała, a wtenczas z czystym i spokojnym sumieniem doznałabym błogiego spokoju o jutro wasze.

Swoje doświadczenie w dziedzinie wychowania bł. Celina Borzęcka realizowała także jako babcia. Będąc już zakonnicą, w listach do starszej córki mężatki pisała: Mój Boże, czyż to moje wnuczki w trudniejszych warunkach wychowywać się będą? (…) Jest to kłopot nad kłopotami wychowanie dzieci. (…) Nie przy ojcu ale przy matce dziecko czerpie wszystko, co duszę ogrzewa ..(…). Cieszą mnie sukcesy moich wnuczek.

Rozważając o misji wychowawczej zleconej przez Boga rodzicom, wpatrując się w bliski nam przykład Bł. Celiny jako mądrej matki i wychowawczyni – módlmy się za nasze rodziny. Prośmy dla wszystkich o odpowiedzialne podejmowanie powołania życiowego. Prośmy, by nasze rodziny były Bogiem silne i by w nich młodzież, podobnie jak Jezus w Nazarecie, mogła czynić postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.